Sofa Surfing – już pół roku!

To już pół roku

Od stycznia minęło już pół roku. Przy pomocy artystów, wydawnictw i klilku osób udało się zrealizować 6 audycji. Wiele osób pomogło – ktoś pomógł inspiracją, ktoś pomógł pracą, ktoś pomógł swoim głosem, ktoś obecnością, ktoś słowem. Już Wam wszystkim dziękowałem osobiście. Wiecie, że jestem wdzięczny i wiecie kim jesteście. Jeszcze raz … Dziękuję!

Ilustracja tego wpisu zawierająca dokładnie 13 logotypów wydawnictw, które przesyłają swoją muzykę prezentuje się całkiem okazale – daje to średnio ponad 2 wydawnictwa na miesiąc. Sofa Surfing 4 oraz 5 mają na dziś ponad tysiąc odłuchań na Soundcloud. Cały ten dorobek z perspektywy czasu wydaje się czymś względnie łatwym do osiągnecia i pewnie nie jest czymś specjalnie imponującym ale wcale nie było tak łatwo …

Krok po kroku

Sama kompilacja wymaga przesłuchania wielu nagrań, chwili, lekkości, natchnienia, muzy a czasem może nawet małego kawałka siebie i własnych emocji ale przede wszystkim wymaga najwyklejszej, najprostszej cieżkiej pracy – setek maili do artystów i wydawnictw. Podziękowania wysyłane do wszystkich z osobna po każdej zrealizowanej audycji – to raczej się nie zmieni bo to właśnie dzięki muzyce i konkretnym artystom audycja istnieje i należy się im szacunek. Sporo wydawnictw nie odpowiadało za pierwszym razem, część nie odpowiedziała do dziś.

Pierszym wydawnictwem, które dodało Sofę Surfing na listę promocyjną był label Music For Dreams (MFD) z Kopenhagi. Dało to sporo wiatru w żagle audycji i pozwolilo uwierzyć, że jest to możliwe. Wysyłając kolejną korespondencję wspominałem, że Sofa Surfing jest na liście MFD. I tak audycję dodawały kolejne wydawnictwa z najróżniejszych zakątków świata…Kafundo Records, Switchstance Recordings, Cold Busted … Za każdym razem maile wzbogacałem o informacje, które z wydawnictw umieściły Sofa Surfing na liście promo-mailingowej. Dziś sama lista wydawnictw staje się furtką i zachętą dla kolejnych, które zapewne chętnie znajdą się na naszym pokładzie w tak doborowym towarzystwie. Piszę o wydawnictwach ale i sami artyści, których muzykę dotychczas prezentowano też wielokrotnie pomagali – również w dotraciu do wydawnictw.

Świeże bułki

Dzięki temu, że audycja dostaje się na kolejne promocyjne listy udaje się w niej prezentować nowości i przedpremiery. Niektóre wydawnictwa oferują dostęp do muzyki nawet na miesiąc przed oficjalnym wydaniem albumu. Może za jakiś czas uda się realizować nawet i dwie audcyje w miesiącu. Będzie to wymagać sporo pracy ale sporo jest już na dziś zrobione. Niebawem rusza strona internetowa dedykowana audycji i prezentowanej w niej muzyce, na druk czekją pocztówki itd … nie można spocząć na laurach, kolejne pół roku pracy przed nami, kolejne wydawnictwa i perły do zdobycia.

Wydawnictwa

Na dziś audycję Sofa Surfing wspierają:

  1. Music For Dreams,
  2. Kafundo Records,
  3. Switchstance Recordings,
  4. Cold Busted,
  5. Nublu Records,
  6. Golf Channel Recordings,
  7. Milan Records,
  8. Cascade Records,
  9. Cracki Records,
  10. Six Degrees Records,
  11. Jazzland Recordings,
  12. Melodic Records,
  13. Ninja Tune oraz wiele innych

 

Kurs kancelaryjno – archiwalny I stopnia

Najlepszą oceną jest czwórka

Traf i dobra wola sprzyjających osób chciały, że dostałem się na kurs kancelaryjno – archiwalny I stopnia organizowany przez Stowarzyszenie Archiwistów Polskich. Zajęcia prowadzone były w Archiwum Akt Nowych w Warszawie, a sam kurs ukończyłem z oceną bardziej niż dobrą i jeszcze lepszą niż bardzo dobrą. Tak czy siak nie o ocenę chodzi. Przy okazji ocen wspomnę tylko, że najlepszą oceną w naszym kraju jest i zawsze będzie mocna 4 – chłop swoje wie a i uwagi innych specjalnie nie zwraca, nikogo nic nie boli i w oko nie kuje – 4 znaczy dobry człowiek i już.

Sam kurs obejmował:

  • prawne podstawy postępowania z dokumentacją,
  • dokumentacja niejawna,
  • rodzaje i postać dokumentacji współczesnej,
  • kwalifikacja archiwalna dokumentacji i okresy przechowywania najważniejszych akt kat. archiwalnej B ,
  • organizacja pracy kancelaryjnej w tym ćwiczenia z praktycznego posługiwania się wykazem akt,
  • organizacja i zakres działania archiwum zakładowego – w tym wycieczka do wzorcowego archiwum zakładowego,
  • archiwizowanie dokumentacji, w tym dokumentacji nieaktowej,
  • brakowanie dokumentacji niearchiwalnej,
  • postępowanie z dokumentacją likwidowanych jednostek organizacyjnych,
  • komputerowe systemy zarządzania dokumentacją w archiwach zakładowych.

Archiwista w akcji

Wyjątkowi wykładowcy, ciekawy program i obserwacje pracy archiwum zainspirowały mnie do zajęcia się domowym „zasobem”.
W tym miejscu pojawią się serdeczne i szczere podziękowania tak dla aktualnego pracodawcy jak i dla osób prowadzących warszawski kurs.

Jako pierwsze na stół świeżo upieczonego archiwisty stopnia I pierwszego trafiają zdjęcia kilku poprzednich pokoleń. Leży to sobie od wielu lat w zbiorczej teczce – czas najwyższy aby wszystko otrzymało odpowiednią przegródkę i zostało odpowiedni zabezpieczone na kolejnych 150 lub więcej lat. Odległa perspektywa, o której wspominają osoby ciężko pracujące w Państwowym archiwum, zabezpieczając za minimalną krajową cuda dla przyszłych pokoleń pozwala zrozumieć filozofię pracy prawdziwego archiwisty.

IMG_0853

Zakupy

Pierwszy punkt to zakupy. Traktując zasób jako typowe archiwum a nie sposób estetycznej ekspozycji samych fotografii wybrałem System Secol A-S  – czyli poliestrowe obwoluty o neutralnym pH wpinane w segregator z tektury Laurent. Teraz czekam cierpliwie na przesyłkę i kurs II stopnia, który już niebawem.

Polecam :

Stowarzyszenie Archiwistów Polskich – kursy archiwalne w całej Polsce

Sklep Beskid Plus – czyli cuda do archiwum typu bezkwasowe teczki, koperty , segregatory itd

cdn.

 

Piętnaście procent

W pracy biurowej czy kancelaryjnej nie sposób poruszać się bez błahych pomocy, takich jak komputer, telefon, ołówek lub najzwyklejsze samoprzylepne żółte karteczki. Te ostatnie zostały wymyślone praktycznie przez przypadek. Cała historia jest dłuższa, ale w telegraficznym skrócie: w 1974 roku niejaki Art Fry wymyślił, iż wyjątkowy klej może być zastosowany wraz z kawałkiem papieru jako forma samoprzylepnej zakładki i… VoilÀ – tak oto mamy Post-It Notes

 3M i złote runo

Gdyby nie specyficzna filozofia firmy 3M, która już w 1948 roku powołała do życia program nazwany 15%, nasz biurowy niezbędnik prawdopodobnie w ogóle by nie powstał. Firma zachęca swoich pracowników, aby 15% czasu pracy wykorzystywali na własne pomysły, w które mogą zaangażować się, i angażują się, też inni zatrudnieni w firmie pracownicy. Powstają spontaniczne zespoły, które z pasją i zaangażowaniem podchodzą do pracy, traktując całe przedsięwzięcie jako przygodę i doskonałą okazję do nauki, a nie kolejny przykry obowiązek w codziennej rutynowej pracy. Stają się znowu właścicielami swojej pracy, a nie tylko wykonawcami poleceń kierownictwa. Pomysły nie muszą być spektakularne, nie ma określonych ram czasowych, co więcej – nie muszą wcale być natychmiastowym sukcesem. W tego typu projektach, dokładnie tak jak w klasycznej, prowadzonej przez dobrego moderatora burzy mózgów, nie ma złych pomysłów. Negatywna ocena może szybko stłamsić kreatywność. Klasycznym przykładem jest Nagroda Złotego Runa, która w latach 1975–1988 piętnowała marnotrawienie publicznych pieniędzy, przeznaczanych na badania w Stanach Zjednoczonych. Nagroda przyniosła odwrotny skutek – doprowadziła do tłamszenia innowacyjności, ponieważ zaczęto obawiać się błędów.

Piętnaście procent ilustracja do artykułu Olgierd Zbychorski Post it Notes

Skok z wierzy Eiffla

Na początku projektu nie sposób jednoznacznie określić, czy zakończy się on sukcesem. Niektóre pomysły są wprost niewykonalne, jednak tylko w danym czasie, przy aktualnie posiadanej wiedzy, technologii i w danych warunkach. Warto o nich pamię-tać i do nich wracać, ponieważ przyszłość nie jest ustalona. W początkowej fazie przedsięwzięcia mogą przypominać historię latającego krawca, Franca Reichelta, marzyciela, który zginął tragicznie, skacząc z własnoręcznie wykonanym spadochronem z Wieży Eiffla. Dziś wielu śmiałków na świecie skacze z wierzchołków gór w kombinezonach typu wingsuit i nikogo specjalnie to nie dziwi. To, co dziś jest niemożliwe, jutro może stać się otaczającą nas rzeczywistością.

DNA firmy

Z filozofii przeznaczania części czasu pracy na pomysły niezwiązane z powierzanymi obowiązkami i stanowiskami korzystają między innymi Hewlett Packard (HP) oraz Google. Mimo całkowitej wolności, którą oferują tego typu projekty, kierownictwa firm na kolejnych etapach określają potencjalną wartość takiego pomysłu, ryzyko finansowe i zgodność z DNA firmy. Wiele produktów, z których korzystamy, zostało wyprodukowanych i dopracowanych właśnie dzięki projektom wymyślonym przez pracowników, a nie wyznaczonym jako zadanie przez samego pracodawcę. Jednym z ostatnich przykładów tego typu projektu jest Google Cultural Institute, czyli niekończąca się baza kolekcji i zbiorów sztuki z całego świata. Proces twórczy potrzebuje pewnego rodzaju umysłowej i duchowej wolności.

Czytam wiersze, słucham muzyki, patrzę na obrazy i oglądam filmy jako propozycje architektoniczne

Pies pod biurkiem

Kreatywne rozwiązania i pomysły często powstają przez przypadek lub podczas pracy nad czymś zupełnie innym. „Czytam wiersze, słucham muzyki, patrzę na obrazy i oglądam filmy jako propozycje architektoniczne” – tak pracuje Juhasi Pallasma, jeden z najbardziej znanych fińskich architektów i myślicieli. Idąc tropem tej filozofii, podpowiedzi rozwiązania naszego problemu lub inspiracja mogą często po prostu być tam, gdzie ich nie szukamy, korzystając wciąż z naszych standardowych rozwiązań. Projekty typu 15% czasu na cel niezwiązany z codziennymi zdaniami w pracy, warsztaty z introligatorstwa lub lektura książki, która teoretycznie nas nie interesuje, mogą nas doprowadzić do rozwiązania problemu, z którym borykamy się od dłuższego czasu. Innowacyjne i przodujące firmy aktywizują swoich pracowników w najróżniejszy sposób – organizują dla nich warsztaty, kursy, dni inspiracji, integracji, pozwalają na trzymanie psa pod biurkiem lub nawet w szczególnych przypadkach pracę z domu. Szkopuł w tym, że najbardziej utalentowanych ludzi nie sposób zmusić do pracy, a kreatywność sama w sobie nie jest zadaniem, które można wykonać na zawołanie.

Olgierd Zbychorski

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku Radca Prawny – nr 165 / 2016 r.

Link do dwumiesięcznika

Road Trip

Pomysł na Road Trip powstał jeszcze na studiach, kiedy to dwóch przyjaciół doszło do wniosku, że fajnie by było kiedyś …

Cel

Lata mijały i pewnego dnia jeden z nas przypomniał sobie marzenie i nadał jemu bardziej realny kształt. Nazwał i  wyznaczył konkretny cel. Jedziemy odwiedzić najbardziej kręte drogi w Europie. Ok! Decyzja była szybka- jedziemy! Deklaracja pociągnęła za sobą konkretne działania: subkonto na oszczędności, kolejne spotkania na skype, plany, rezerwacje itd. Każda z osób biorących aktywny udział w organizacji Road Trip mogła zaproponować 3 swoje punkty. Wyznaczenie 3 punktów przez każdą z osób pozwoliło na wyjątkowe urozmaicenie wyjazdu samochodem po prawie całej Europie. Dwa tygodnie napakowane zostały furą atrakcji, która momentami nas przerastała. Pomimo bliskiej przyjaźni, przebywanie godzinami w zamkniętym aucie  i zmęczenie robiły swoje. Były momenty, że włączało się narzekanie, były i cięższe chwile. Nauczyliśmy się o sobie trochę więcej. Ogólnie było tylko cudownie – zero nudy !

Siły kreatywne

Dodatkowo skorzystaliśmy  z naszych talentów przygotowując: identyfikację graficzną wyjazdu, flagę, skórzane przypinki z piktogramami. Te ostatnie wzajemnie sobie wręczaliśmy podczas wspólnych kolacji – wymagało to jednak konkretnego uzasadnienia. Ktoś pilnował porządku, ktoś dbał o bezpieczeństwo, ktoś robił zdjęcia itd. Wszystko znalazło uzasadnienie w iście harcerskich odznakach, które nosiliśmy z dumą zdobywając kolejne punkty podróży. Ogólnie wyjazd wymagał zaangażowania wszelkich sił kreatywnych,których nam nigdy nie brakowało, zaangażowania i chęci. Czuję, że każdy z nas skorzystał na swój wyjątkowy sposób i pozwolił aby każde z miejsc pozostawiło po sobie ziarenko zawsze kiełkującej inspiracji.

Projekty graficzne i wykonane produkty – galeria

Spory znak zapytania

W tym roku wyjazd stanął pod znakiem zapytania. Sporym!  Jednak dzięki przyjaźni trwającej od studiów udało się zobaczyć, że w każdym minusie jest coś z plusa. Kolejny raz jasny cel i prosta deklaracja włączyły wyjątkowo wyraźne zielone światło, które dodatkowo oświetliło i pokazało zaskakującą drogę do czegoś bardziej niż wyjątkowego.  Tym razem z punktów poprzedniego wyjazdu wybraliśmy to co najbardziej podobało się wszystkim – pływanie w wyjątkowych miejscach, często z lodowatą wodą. I tak w tym roku Road Trip kieruje nas do słonecznej Italii pod etykietą Wild Swimming !!

Pstryk, pstryk

Podczas wyjazdu jedną z największych radości było dla mnie wstawianie rano z pożyczonym, dalekim od profesjonalnego,  aparatem i zwiedzanie pustych jeszcze okolic naszych kolejnych pobytów o wschodzie słońca. Pstryk, pstryk … te same miejsca kilka godzin później zmieniały się nie do poznania.  W tym roku wciąż nie mam aparatu – mam jednak dziennik, w którym pojawiły się pierwsze wpisy – między innymi kilka techicznych i ta wyjątkowa chwila na szczęśliwej Radnej 13 ! Jedziemy !

A poprzednio (2014r.)  było tak: 

 

Kup pan lajka

Kup pan lajka

W czasach kiedy bezpośrednia komunikacja z wybraną grupą nie wymaga specjalnie dużych nakładów finansowych, coraz częściej zalewani jesteśmy nieokiełznaną powodzią informacji, między innymi w mediach społecznościowych. Powstają kolejne recepty na sukces typu: 5 sposobów przyciągnięcia klienta na portalach Facebook lub LinkedIn. Wiele firm korzysta dokładnie z tych samych, sezonowych, modnych rad i rozwiązań. Bywa, że są one łudząco podobne do sprawdzonych i popularnych sposobów konkurencji, przez co wszystko zlewa się w bezpieczną „wyjątkowość” tego, co modne i słuszne w danej chwili.

Modny komunikat

Wartością samą w sobie staje się przekaz stworzony według konkretnego szablonu, którego budowę może poznać lub wykorzystać praktycznie każdy. Wiedza i technologia nie są już przecież tak trudno dostępne jak w czasach B.I. (Before the Internet). Płytki, modny komunikat, skoncentrowany na ilość i podobieństwo innych, może przynieść krótkoterminowe lub jednorazowe zyski. Może, ale wcale nie musi. Może również stwarzać zagrożenie utraty olbrzymiej wartości, czyli autentyczności firmy. Nie ulega wątpliwości, że należy być obecnym, tym bardziej że to się po prostu sprawdza. Pytanie, gdzie być, jak często i w jaki sposób. Sam komunikat i jego obecność stają się, niestety, wartością nadrzędną. To, w jaki sposób i na jakim poziomie czymś się zajmujemy, schodzi na dalszy, często nieatrakcyjny medialnie plan. Podobnie jak dokumentowanie i konieczność dzielenia się daną rzeczywistością staje się równoznaczna, jeśli nie ważniejsza od chwili samej w sobie.

Opakowanie

Informacja lub atrakcyjne opakowanie staje się ważniejsze niż sama, często rozczarowująca, usługa. Pomimo posiadanej wiedzy, że warto przeczytać skład lub poprosić o próbkę, wciąż łapiemy się na zmyśloną „idealną” historię, którą ktoś nas czaruje. W przypadku kolejnych i wciąż powstających tub komunikacyjnych warto zaczerpnąć świeżego powietrza i zastanowić się, co i w jaki sposób będzie działać na naszą korzyść. Powstaje pewnego rodzaju paradoks. Specjaliści od marketingu zaczynają uczyć firmy autentyczności i prawdziwych relacji. Szybko powstaje miejsce na kolejny – jak mawia kelner chińczyk ze skeczu Ani Mru Mru – „chłyt” marketingowy. Autentyczność staje się prefabrykowanym i płytkim komunikatem, który praktycznie nie ma poparcia w rzeczywistości. Kolejnym zabiegiem, który jest w stanie coś nam sprzedać.

Kup Pan lajka - ilustracja

Potrzeba czasu

Mogą na tym tracić ci, którzy budują prawdziwe relacje i są najzwyczajniej w świecie profesjonalni i solidni. Na ich niekorzyść działa czas. Potrzeba go znacznie więcej, aby przekonać się o autentyczności i prawdziwej wartości sprzedawanej usługi aniżeli do złapania się na trick, portfolio nie do końca istniejących klientów lub pseudonaukowej porady, opublikowanych on-line zaraz po stworzeniu jej według magicznej mikstury o nazwie „to działa”. Przewijamy metry ekranów pękających w szwach od tego typu komunikatów. Media społecznościowe to wymarzone narzędzie, aby zaprezentować swoją wyjątkowość, idącą za tym wartość i zyski dla klientów. To jednak nie zawody na liczbę lajków lub konkurencja na największą liczbę osób, które obserwują nasz profil. Tym bardziej że zarówno polubienia, jak i obserwujących można po prostu kupić.

Made in Italy

Włosi od lat stawiają w kolejce swoją rodzinę i najbliższych znajomych przed nowo otwartą lodziarnią, licząc na zainteresowanie prawdziwych klientów. To działa i bywa, że całkiem nieświadomie poddajemy się klasycznemu owczemu pędowi – też chcemy kupić lub uwierzyć, skoro inni uwierzyli. Jednak prawdziwej, długotrwałej relacji, lojalnego i zadowolonego klienta przekona tylko jakość i autentyczność – na pewno nie ta prefabrykowana. Przy bezpośrednim doświadczeniu, próbie i odpowiedniej ilości czasu łatwiej się na tym poznać. Zadowolony klient nie tylko kliknie „like”, ale przyniesie rzeczywistszą wartość. Może również przyprowadzi swoją rodzinę, przyjaciół i znajomych lub finalnie stanie się misjonarzem naszej marki. Pytanie, czy będzie miał okazję, chęć i przede wszystkim czas do pozyskania rzetelnej wiedzy dotyczącej wybranego usługodawcy, płynącej najlepiej z jego własnych, bezpośrednich doświadczeń.

Olgierd Zbychorski

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku Radca Prawny – nr 166 / 2016 r.

Link do dwumiesięcznika

 

 

Road Trip – Good Food

Nadszedł czas na pierwszy wpis na temat jedzenia. Obiecałem sobie nie wrzucać fotek jedzenia na facebooka, obiecałem sobie nie wrzucać cyfrowych lusterek na Instagram. To wyjątkowe miejsce zasługuje na wpis, który nie ma nic wspólnego z typem „mniam miam – pyszne śniadanko”. A więc …

… jest sobie gdzieś w Lombardii miasto Bargamo, które zamieszkuje ok 120 000 włoskich duszyczek. Po całodniowym trekingu i pływaniu w lodowatej wodzie trafiliśmy przez całkowity przypadek na bardziej niż skromne wejście lokalnej pizzeri. Warto wspomnieć, że we Włoszech ogólnie wszystko jest zamknięte – kraj ma przerwę – przynajmniej w sierpniu i bynajmniej długą. Ale do rzeczy! Tak w Italii jak i w każdym innym kraju można trafić na gawniate jedzenie – typowy food biznes jednak nasza Road Tripowa wycieczka miała znacznie więcej szczęścia …

Pizza Alta da Luca

Sporo ludzi kręciło się przy wejściu kiedy mijałem za kierownicą skromną Via Papa Leone XIII numer 5. Głód przejmował coraz większa kontrolę nad żołądkiem, rozumem jak i nerwami. Zatrzymałem się na pierwszym parkingu tuż za rogiem i zgodnie udaliśmy się na pizzę. Nikt z nas nie spodziewał się aż takiego doświadczenia. Kilka stopni poniżej poziomu chodnika czeka inny świat  – marketing to mało, mistrzostwo świata mistrzostw świata. Wielki piec, lada, gwar, ukrop, nie wadzący sobie pracownicy, każdy robi swoje na swoich centymetrach kwadratowych, idealnie naoliwiony organizm z pierwszego tłoczenia. Cudo!

Peroni dla Polaka

Od razu pada pytanie skąd jesteśmy. Po tym jak mówię, że to tour z kraju Piasta dostaje butelkę zimnego Perroni – za friko. W tym samym czasie krojony jest kawałek pizzy i „zmuszeni” jesteśmy do degustacji. Wszystko dzieję się w ułamkach sekund. Właściciel walczący z ogromnym piecem cieszy się jak dziecko, animuje całą załogę, zagadując i dowcipkując. Krzyczy na cały regulator, że dla nas „wyjątkowo” daje po kawałku za free- on nas kocha – kocha też zapewne swój interes, pracę, pracowników i wszystkich innych klientów. Szef chyba nawet nie jest w pracy – on po prostu to robi. Naturalnie reżyseruję wszystko co dzieję się w jego knajpie, wita kolejnych lokalnych z imienia, pyta, zagaduje. Inni pracownicy grają oczywiście w tym samym zespole pod tytułem „kocham to co robię”. Nie jest to klimat Starbucks gdzie etatowy pracownik, według standardów, sili się na to aby podać papierowy kubek krzycząc czyjeś imię. W Pizza Alta da Luca panuje atmosfera pysznego mączno – drożdzowego flow. Są dokładnie tam gdzie i jak powinni być. Narzucone standardy tego nie podrobią.

Gwiazdy i komety

Dobre i już – pyszne! Jemy na betonie wprost z kartonu, krojąc kolejne kawałki kombinerkami z nierdzewnym scyzorykiem.Wszelkie oponiarskie gwiazdki, rozetki ubezpieczycieli i inne rekomendacje wody w butelkach !!! Dawać !!! Należy się !!!

Miejsce, które bardziej niż warto odwiedzić będąc we Włoszech w okolicach Bergamo.

Adres:

Pizza Alta da Luca

Via Papa Leone XIII, 5

Bergamo BG, Włochy

Facebook

WWW

 

 

 

 

 

 

 

 

Veryminty N83

– wpadniesz do mnie na herbatę ?

– Tak!

Nie pamiętam dokładnie skąd pojawiła się u mnie mięta. Skromna rozsadka w postaci jednego patyczka szybko zadomowiła się i rozrosła do rozmiarów lasu tropikalnego na miarę dużej donicy. Pojawiały się kolejne rozsadki w puszkach po przecierze pomidorowym z sąsiedniej pizzeri. Mięta, jej obecności, zapach po mały przejmowały coraz więcej i tak ograniczonej przestrzeni. Cześć trafiła do ludzi, a dodatkowo po mału zacząłem ją jeść jako dodatek do chłodników, sałatek itd ale głównie zaczęła pojawiać się jako herbata. Koniecznie z miodem i koniecznie w dobrym towarzystwie.

Cichy świadek

A zatem miętowy napar stał się towarzyszem i świadkiem wielu bardziej niż ciekawych spotkań, rozmów, chwili … , po których kolejnego poranka zostawał ślad w postaci pustych szklanek, kubków oraz samej mięty, a dokładniej zerwanych poprzedniego wieczoru gałązek z liśćmi. Po zasuszeniu gałązki tworzyły bardziej niż ciekawe kształty, które wprost magiczny sposób nawiązują do rozmów i chwili z poprzednich wieczorów. Nie pozostało nic innego jak miętowe obrazy sfotografować i zarchiwizować.

 

Makulaturowe schronienie

Veryminty N83, bo taką nazwę otrzymały miętowe instalacje,  trafiły również pod postacią fotografii na MGiK-owy Instagram. Na co dzień spoczywają spokojnie między szarymi kartami solidnego albumu. Opuszczają jednak bezpieczne makulaturowe schronienie …, opowiadają swoje historie, pokazują się w nowym świetle, prowadzą do kolejnych rozmów, spojrzeń, wspomnień i eksperymentów. Wszystko z nadzwyczaj słodkim, miętowym posmakiem. Każda z zasuszonych mięt ożywa na nowo pod postacią kolejnych fotografii i instalacji. Staje się znacznie więcej aniżeli esencją wypitego naparu lub biernym obserwatorem. Przejmuje rolę narratora podszeptującego kolejne historie. Prowadzi nas w nieznany dotąd magiczny miętowy świat.

 

6 obiektów

Veryminty pokazują inne oblicze w słoneczny dzień w pięknym ogrodzie a zupełnie inne podczas wieczornych badań i laboratoryjnych eksperymentów przeprowadzanych przy białym świetle okrągłego neonu. Zamknięty zbiór tworzy 6 obiektów. Nazwy mogą automatycznie narzucać skojarzenia odbiorcy ale nie należy się nimi kierować.  Powstawały spontanicznie lub tworzyła je sama esencja miętowego kontekstu. Również sam zaproponowany układ nie jest jedynym możliwym. Każdy z obiektów może zostać odbity lub obrócony w dowolny sposób tworząc kolejne obrazy, skojarzenia, historie i opowieści. Na wzór cienia rzucanego przez wosk rozlany wcześniej przez dziurkę od klucza Veryminty pozostawiają miejsce na niekończącą się interpretację samego odbiorcy.

 

Osiem kolorów – niebieski

Wraz z wprowadzeniem nowego logo pod koniec 2011 roku w opracowanej księdze znaku, ciemnoniebieskiemu kolorowi radcowskiemu przyporządkowany został odpowiedni numer z międzynarodowego systemu kolorów – czyli Pantone® 289*. Radcowski niebieski – jako kolor korporacyjny – ma całkiem ciekawą, 16-letnią historię, ale czy jest to kolor ulubiony i chętnie stosowany przez radców prawnych? W celu sprawdzenia tego zagadnienia przeprowadzono badanie polegające na odwiedzeniu ponad pół tysiąca stron internetowych kancelarii radcowskich. Wszystkie odwiedzone strony zapisano w formacie pdf i za pomocą odpowiedniego narzędzia pobrano próbki kolorów identyfikacji graficznych kancelarii. W przypadku braku logo pobrano kolor dominujący na danej stronie internetowej. Dwie pobrane próbki umożliwiły określenie barwy głównej oraz drugorzędnej w identyfikacji. Z uwagi na to, iż kolory pojawiają się w dziesiątkach najróżniejszych odcieni, często bardzo się różniących, na koniec badania wyniki pogrupowano według głównych barw, co pozwoliło na określenie ich procentowego udziału w całej badanej próbie oraz przygotowanie graficznej prezentacji wyników w postaci wykresu kołowego (rys. 2.)

Kolorowy zawrót głowy

Według wyników badania stron internetowych, najpopularniejszymi kolorami wśród radców prawnych są wszelkie odcienie granatowego i niebieskiego. Aż 33% stosuje te właśnie kolory, z czego trochę więcej niż połowa stosuje zgodne z Pantone 289, podanym w księdze znaku Krajowej Izby Radców Prawnych, lub bardzo do niego zbliżone. Pozostali stosują najróżniejsze odcienie niebieskiego, błękitu, cyjanu lub nawet turkusów – barwy, które znacząco odbiegają od korporacyjnego ciemnoniebieskiego. Przykłady próbek odcieni niebieskiego, pobranych z identyfikacji w zestawieniu z „KIRP blue”, przedstawiono na rys. 1. Ciemnoniebieski i niebieski łączony jest najczęściej w klasyczną kompozycję z szarym i białym lub innymi kolorami, np. brązem, pomarańczowym, zielonym, innymi odcieniami niebieskiego lub czarnym.

Skandynawskie połączenie

Drugim kolorem, wybieranym najchętniej przez radców prawnych (17%), jest kolor brązowy – jego najróżniejsze odcienie stosowane są w połączeniu z białym, czarnym, granatem, innymi brązami lub nawet różem. W identyfikacjach graficznych stosuje się również ponadczasowe, skandynawskie połączenie brązów z jaśniejszymi odcieniami niebieskiego. Kolor brązowy kojarzony jest z elegancją, organizacją, porządkiem i bezpieczeństwem, ale nie od zawsze cieszył się dużą popularnością. Jeszcze w Rzymie kolor brązowy kojarzony był z pulatti – biedotą, która musiała zajmować ostatnie rzędy podczas igrzysk. Chrześcijanie kojarzyli kolor brązowy z lenistwem i w ten sam kolor odziewali braci zakonnych. Obecnie brązowy cieszy się wielkim szacunkiem, porównywalnym z tym, którym darzymy najwyższej jakości szwajcarskie czekolady lub belgijskie praliny, i jest szeroko stosowany w identyfikacjach, które mają kojarzyć się z luksusem i niezawodnością.

Czerwony i jego towarzystwo

Na trzecim miejscu plasuje się kolor czerwony, który dominuje na 14% przebadanych stron kancelarii. Najczęściej pojawia się w towarzystwie szarego, czarnego, niebieskiego, białego lub żółtego. Najróżniejsze odcienie koloru czerwonego w identyfikacji i na badanych stronach internetowych łączone są z białym, szarym, czarnym lub niebieskim. Kolor czerwony kojarzony jest głównie ze sporym ładunkiem energii, sił witalnych, namiętnością, chęcią do działania. Jest to również kolor pomocy innym, wzmożonej uwagi, kolor życia. Jest to barwa pojawiająca się na większości flag państwowych oraz na znakach drogowych, które mają za zadanie ostrzegać lub zakazywać. Jest bardzo często stosowanym kolorem w identyfikacjach graficznych – od założonego przez Szwajcarów czerwonego krzyża, przez austriackiego Red Bulla, aż po amerykańską Coca-Colę – towarzyszy nam od wschodu do zachodu słońca.

Czarna trzynastka

Kolejny, najczęściej stosowany, kolor otrzymał wynik gorszy tylko o jeden punkt procentowy od czerwonego. Jednak liczby nie kłamią i „pierwsze miejsce poza pudłem” zajmuje kolor czarny – z wynikiem 13%. Czarny to kolor zimny, poważny i ciężki. Jest to kolor, który wzbudza poczucie luksusu, elegancji, trwałości, solidnego wykonania, często niedostępności i tajemnic. Najczęściej występuje w połączeniu z kolorem białym i szarym – takie zestawienie zapewnia maksymalną czytelność każdego znaku graficznego. Na odwiedzonych stronach internetowych czarny występuje również w połączeniu z żółtym, najróżniejszymi odcieniami granatu oraz niebieskiego. Obecnie wiele identyfikacji graficznych w najróżniejszych branżach zamyka się w klasycznej kompozycji black & white, podążając za filozofią takich firm, jak Braun lub Apple, które tworzą w myśl zasady: „mniej znaczy więcej”.

Szaro to widać

Kolejnym, piątym kolorem, najchętniej stosowanym przez radców prawnych na ich stronach internetowych jest kolor szary – młodszego brata koloru czarnego wybrało 8% badanych i występuje on zazwyczaj w połączeniu z granatem, niebieskim, brązem, zielonym lub pomarańczowym. Kolor szary jest kolorem neutralnym, biernym, stanowi niezrównany kontrast dla wielu innych barw, które bardzo zyskują w jego towarzystwie. Kolor zielony, jako główny kolor identyfikacji graficznej, wybrało 7% badanych kancelarii. Zielony jest kolorem kojarzącym się z poprawnością, elegancją, harmonią natury, siłą witalną oraz spokojem. Kolor zielony krzyczy z całych sił – wolność!, ale z drugiej, ciemniejszej strony jest bardzo formalny – to kolor wojska i służb mundurowych. Na stronach internetowych radców prawnych występuje w połączeniu z czarnym, białym, niebieskim lub szarym. Sześć procent odwiedzonych stron internetowych jako dominujący wykorzystuje kolor pomarańczowy. Jest to kolor przyjemny, radosny, nowoczesny i kojarzony ze świeżością, pomysłami, energią i działaniem. Kolory występujące na badanych stronach obok pomarańczowego to biały, czarny, brązowy i niebieski. Kolorem, który cieszy się najmniejszą, bo tylko 3-procentowej popularnością jako główny kolor stosowany na stronach radców jest kolor fioletowy. Pojawia się on w towarzystwie białego, szarego lub nawet czarnego.

Tło 6 MB

Podsumowując powyższe badanie, należy zwrócić uwagę na nie najlepszy wynik koloru korporacyjnego i kolorów do niego zbliżonych. Tylko około 17% kancelarii używa ciemnoniebieskiego koloru w identyfikacji graficznej. Logo Krajowej Izby Radców Prawnych pojawiło się na zaledwie 4% stron internetowych badanej próby, z czego na połowie zamieszczone jest w starej, nieobowiązującej już wersji. Zdarza się, że nie są zachowane podstawowe zasady stosowania znaku, np. tekst „wchodzi” w pole ochronne lub tło jest zbyt małe. Cieszyć może fakt, że obecnie obowiązujące logo pojawia się na stronach nowoczesnych, przygotowanych poprawnie od strony graficznej, często bardzo pomysłowych, cieszących oko również identyfikacją graficzną. Wygląd stron internetowych kancelarii radców prawnych jest bardzo zróżnicowany, jeśli chodzi o ich poziom graficzny oraz przygotowanie do publikacji w internecie. Zdarzają się takie, które wyglądają na trochę zapomniane, grafiki bywają umieszczane w niewystarczającej jakości, zdjęcia przygotowane są w nieodpowiedni sposób. Na stronach znalazło się nawet jedno lustrzane odbicie symbolu paragrafu oraz tło zajmujące, bagatela! 6 MB. Tyle pamięci powinno normalnie zajmować kilka dobrze przygotowanych witryn, a nie samo zdjęcie tła, które z uwagi na taki rozmiar znacznie spowalnia ładowanie całej www.

Profesjonalizm

Z drugiej strony, są kancelarie, które posiadają witryny skrojone na miarę, działające bez zarzutów, o bardzo wysokim poziomie estetycznym; eleganckie, nieprzeładowane zbędnym „szumem graficznym”. Są to często strony, na potrzebę których wykonano profesjonalne sesje zdjęciowe radców, na jednej ze stron nawet stroje zgodne są z kolorystyką identyfikacji graficznej kancelarii. Jak widać po odwiedzonych w celu badania stronach, radcowie coraz częściej przykładają sporą wagę zarówno do identyfikacji graficznej, jak i do nienagannego wyglądu strony, korzystają z pomocy profesjonalnych i bardzo kreatywnych projektantów graficznych, a zatem linia działania jest słuszna, ale częściej mogłaby być ciemnoniebieska.

 

* Kolor niebieski i jego znaczenie zostały szerzej opisane w artykule pt. „Radcowski pantone”, który ukazał się w 129. numerze „Radcy Prawnego”, we wrześniu 2012 roku.

Olgierd Zbychorski

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku Radca Prawny – nr 136 / 2013 r.

Link do dwumiesięcznika

Veryminty N83 część 2

Veryminty N83 ewidentnie nie mają zamiaru spocząć między kartami albumu. Po udanej sesji fotograficznej , która zaowocowała bardzo ciekawym materiałem, masą zaskakujących kształtów przyszedł czas na kolejną, już chyba finalną odsłonę. Zasuszone mięty mają odegrać kolejną rolę – tym razem jako część  jednego obiektu, który będzie jednocześnie formą ekspozycji, nietypowym archiwum poszczególnych kształtów.

Warto wspomnieć iż sama sesja jak i tzw. projekt nie miały sztywnego scenariusza. Był oczywiście ogólny pomysł, zarys, założenia i cele ale spontaniczność, dana chwila, wzajemna inspiracja, a nawet pewnego rodzaju przypadek kierowały i odgrywały oscarowe rolę kolejnych twórców tego co finalnie wyszło. Przede wszystkim pomogło działanie – bez niego nie było by jakiegokolwiek efektu a „projekt” zamknął by się w fazie kolejnych opowieści z cyklu „co by można było zrobić”. Powstało również sporo dodatkowego materiału, który odbiega od głównego tematu i założenia ale jest nie mniej atrakcyjny – i ten nie powstały by nigdy gdyby nie cudowna i zaskakująca przygoda z Verymintami N83.

Na tą chwilę kolejny etap jest w fazie szkicu i trwających eksperymentów z najróżniejszymi  materiałami.

minty-szkic-2

 

Patrz też:

Veryminty N83

Sofa Surfing 10

Dziesiąta już audycja z cyklu Sofa Surfing by mgik.pl do odłuchu poniżej:

 

Playlista Sofa Surfing 10:

01. Yishak Banjaw – Libey Ma’aduley.Terenga Beat,
02. Kuzco – Throwback. Brain & Device,
03. Kwalia – Pulse,
04. Es-K -IEV. Cold Busted,
05. Bree Tranter – Tuesday Fresh Cuts. Fifty five,
06. Leafy Suburbs – L’Hermitage. Hi Tide,
07. Bogus Order – Ex Voto. Ahead Of Our Time,
08. Coldcut – Only Heaven feat Roots Manuva. Ahead Of Our Time,
09. Ryuichi Sakamoto – Nabuko. Milan Music,
10. Julia Kent – The Leopard. The Leaf Label.