Kup pan lajka

W czasach kiedy bezpośrednia komunikacja z wybraną grupą nie wymaga specjalnie dużych nakładów finansowych, coraz częściej zalewani jesteśmy nieokiełznaną powodzią informacji, między innymi w mediach społecznościowych. Powstają kolejne recepty na sukces typu: 5 sposobów przyciągnięcia klienta na portalach Facebook lub LinkedIn. Wiele firm korzysta dokładnie z tych samych, sezonowych, modnych rad i rozwiązań. Bywa, że są one łudząco podobne do sprawdzonych i popularnych sposobów konkurencji, przez co wszystko zlewa się w bezpieczną „wyjątkowość” tego, co modne i słuszne w danej chwili.

Modny komunikat

Wartością samą w sobie staje się przekaz stworzony według konkretnego szablonu, którego budowę może poznać lub wykorzystać praktycznie każdy. Wiedza i technologia nie są już przecież tak trudno dostępne jak w czasach B.I. (Before the Internet). Płytki, modny komunikat, skoncentrowany na ilość i podobieństwo innych, może przynieść krótkoterminowe lub jednorazowe zyski. Może, ale wcale nie musi. Może również stwarzać zagrożenie utraty olbrzymiej wartości, czyli autentyczności firmy. Nie ulega wątpliwości, że należy być obecnym, tym bardziej że to się po prostu sprawdza. Pytanie, gdzie być, jak często i w jaki sposób. Sam komunikat i jego obecność stają się, niestety, wartością nadrzędną. To, w jaki sposób i na jakim poziomie czymś się zajmujemy, schodzi na dalszy, często nieatrakcyjny medialnie plan. Podobnie jak dokumentowanie i konieczność dzielenia się daną rzeczywistością staje się równoznaczna, jeśli nie ważniejsza od chwili samej w sobie.

Opakowanie

Informacja lub atrakcyjne opakowanie staje się ważniejsze niż sama, często rozczarowująca, usługa. Pomimo posiadanej wiedzy, że warto przeczytać skład lub poprosić o próbkę, wciąż łapiemy się na zmyśloną „idealną” historię, którą ktoś nas czaruje. W przypadku kolejnych i wciąż powstających tub komunikacyjnych warto zaczerpnąć świeżego powietrza i zastanowić się, co i w jaki sposób będzie działać na naszą korzyść. Powstaje pewnego rodzaju paradoks. Specjaliści od marketingu zaczynają uczyć firmy autentyczności i prawdziwych relacji. Szybko powstaje miejsce na kolejny – jak mawia kelner chińczyk ze skeczu Ani Mru Mru – „chłyt” marketingowy. Autentyczność staje się prefabrykowanym i płytkim komunikatem, który praktycznie nie ma poparcia w rzeczywistości. Kolejnym zabiegiem, który jest w stanie coś nam sprzedać.

Kup Pan lajka - ilustracja

Potrzeba czasu

Mogą na tym tracić ci, którzy budują prawdziwe relacje i są najzwyczajniej w świecie profesjonalni i solidni. Na ich niekorzyść działa czas. Potrzeba go znacznie więcej, aby przekonać się o autentyczności i prawdziwej wartości sprzedawanej usługi aniżeli do złapania się na trick, portfolio nie do końca istniejących klientów lub pseudonaukowej porady, opublikowanych on-line zaraz po stworzeniu jej według magicznej mikstury o nazwie „to działa”. Przewijamy metry ekranów pękających w szwach od tego typu komunikatów. Media społecznościowe to wymarzone narzędzie, aby zaprezentować swoją wyjątkowość, idącą za tym wartość i zyski dla klientów. To jednak nie zawody na liczbę lajków lub konkurencja na największą liczbę osób, które obserwują nasz profil. Tym bardziej że zarówno polubienia, jak i obserwujących można po prostu kupić.

Made in Italy

Włosi od lat stawiają w kolejce swoją rodzinę i najbliższych znajomych przed nowo otwartą lodziarnią, licząc na zainteresowanie prawdziwych klientów. To działa i bywa, że całkiem nieświadomie poddajemy się klasycznemu owczemu pędowi – też chcemy kupić lub uwierzyć, skoro inni uwierzyli. Jednak prawdziwej, długotrwałej relacji, lojalnego i zadowolonego klienta przekona tylko jakość i autentyczność – na pewno nie ta prefabrykowana. Przy bezpośrednim doświadczeniu, próbie i odpowiedniej ilości czasu łatwiej się na tym poznać. Zadowolony klient nie tylko kliknie „like”, ale przyniesie rzeczywistszą wartość. Może również przyprowadzi swoją rodzinę, przyjaciół i znajomych lub finalnie stanie się misjonarzem naszej marki. Pytanie, czy będzie miał okazję, chęć i przede wszystkim czas do pozyskania rzetelnej wiedzy dotyczącej wybranego usługodawcy, płynącej najlepiej z jego własnych, bezpośrednich doświadczeń.

Olgierd Zbychorski

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku Radca Prawny – nr 166 / 2016 r.

Link do dwumiesięcznika