W pracy biurowej czy kancelaryjnej nie sposób poruszać się bez błahych pomocy, takich jak komputer, telefon, ołówek lub najzwyklejsze samoprzylepne żółte karteczki. Te ostatnie zostały wymyślone praktycznie przez przypadek. Cała historia jest dłuższa, ale w telegraficznym skrócie: w 1974 roku niejaki Art Fry wymyślił, iż wyjątkowy klej może być zastosowany wraz z kawałkiem papieru jako forma samoprzylepnej zakładki i… VoilÀ – tak oto mamy Post-It Notes

 3M i złote runo

Gdyby nie specyficzna filozofia firmy 3M, która już w 1948 roku powołała do życia program nazwany 15%, nasz biurowy niezbędnik prawdopodobnie w ogóle by nie powstał. Firma zachęca swoich pracowników, aby 15% czasu pracy wykorzystywali na własne pomysły, w które mogą zaangażować się, i angażują się, też inni zatrudnieni w firmie pracownicy. Powstają spontaniczne zespoły, które z pasją i zaangażowaniem podchodzą do pracy, traktując całe przedsięwzięcie jako przygodę i doskonałą okazję do nauki, a nie kolejny przykry obowiązek w codziennej rutynowej pracy. Stają się znowu właścicielami swojej pracy, a nie tylko wykonawcami poleceń kierownictwa. Pomysły nie muszą być spektakularne, nie ma określonych ram czasowych, co więcej – nie muszą wcale być natychmiastowym sukcesem. W tego typu projektach, dokładnie tak jak w klasycznej, prowadzonej przez dobrego moderatora burzy mózgów, nie ma złych pomysłów. Negatywna ocena może szybko stłamsić kreatywność. Klasycznym przykładem jest Nagroda Złotego Runa, która w latach 1975–1988 piętnowała marnotrawienie publicznych pieniędzy, przeznaczanych na badania w Stanach Zjednoczonych. Nagroda przyniosła odwrotny skutek – doprowadziła do tłamszenia innowacyjności, ponieważ zaczęto obawiać się błędów.

Piętnaście procent ilustracja do artykułu Olgierd Zbychorski Post it Notes

Skok z wierzy Eiffla

Na początku projektu nie sposób jednoznacznie określić, czy zakończy się on sukcesem. Niektóre pomysły są wprost niewykonalne, jednak tylko w danym czasie, przy aktualnie posiadanej wiedzy, technologii i w danych warunkach. Warto o nich pamię-tać i do nich wracać, ponieważ przyszłość nie jest ustalona. W początkowej fazie przedsięwzięcia mogą przypominać historię latającego krawca, Franca Reichelta, marzyciela, który zginął tragicznie, skacząc z własnoręcznie wykonanym spadochronem z Wieży Eiffla. Dziś wielu śmiałków na świecie skacze z wierzchołków gór w kombinezonach typu wingsuit i nikogo specjalnie to nie dziwi. To, co dziś jest niemożliwe, jutro może stać się otaczającą nas rzeczywistością.

DNA firmy

Z filozofii przeznaczania części czasu pracy na pomysły niezwiązane z powierzanymi obowiązkami i stanowiskami korzystają między innymi Hewlett Packard (HP) oraz Google. Mimo całkowitej wolności, którą oferują tego typu projekty, kierownictwa firm na kolejnych etapach określają potencjalną wartość takiego pomysłu, ryzyko finansowe i zgodność z DNA firmy. Wiele produktów, z których korzystamy, zostało wyprodukowanych i dopracowanych właśnie dzięki projektom wymyślonym przez pracowników, a nie wyznaczonym jako zadanie przez samego pracodawcę. Jednym z ostatnich przykładów tego typu projektu jest Google Cultural Institute, czyli niekończąca się baza kolekcji i zbiorów sztuki z całego świata. Proces twórczy potrzebuje pewnego rodzaju umysłowej i duchowej wolności.

Czytam wiersze, słucham muzyki, patrzę na obrazy i oglądam filmy jako propozycje architektoniczne

Pies pod biurkiem

Kreatywne rozwiązania i pomysły często powstają przez przypadek lub podczas pracy nad czymś zupełnie innym. „Czytam wiersze, słucham muzyki, patrzę na obrazy i oglądam filmy jako propozycje architektoniczne” – tak pracuje Juhasi Pallasma, jeden z najbardziej znanych fińskich architektów i myślicieli. Idąc tropem tej filozofii, podpowiedzi rozwiązania naszego problemu lub inspiracja mogą często po prostu być tam, gdzie ich nie szukamy, korzystając wciąż z naszych standardowych rozwiązań. Projekty typu 15% czasu na cel niezwiązany z codziennymi zdaniami w pracy, warsztaty z introligatorstwa lub lektura książki, która teoretycznie nas nie interesuje, mogą nas doprowadzić do rozwiązania problemu, z którym borykamy się od dłuższego czasu. Innowacyjne i przodujące firmy aktywizują swoich pracowników w najróżniejszy sposób – organizują dla nich warsztaty, kursy, dni inspiracji, integracji, pozwalają na trzymanie psa pod biurkiem lub nawet w szczególnych przypadkach pracę z domu. Szkopuł w tym, że najbardziej utalentowanych ludzi nie sposób zmusić do pracy, a kreatywność sama w sobie nie jest zadaniem, które można wykonać na zawołanie.

Olgierd Zbychorski

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku Radca Prawny – nr 165 / 2016 r.

Link do dwumiesięcznika